Posts

Ile to będzie kosztowało?

Dyskutowałam wczoraj żarliwie w pracowni z Jurkiem Dołżykiem, który podobnie jak ja ma całe mnóstwo różnych zainteresowań, między innymi maluje i tańczy tango, o pojęciu ceny, jaką za różne rzeczy musimy zapłacić. Co prawda w wielu aspektach nie zgadzaliśmy się zupełnie, ale pojęcie ceny wydało mi się ciekawe, na tyle ciekawe, żeby je poruszyć na tym blogu.   Oczywiście nie chodzi mi o to, żebyśmy oszczędzali, czy coś takiego, o tym jest mnóstwo innych blogów, niektóre nawet czytam, choć oszczędzać na razie się nie nauczyłam i jestem ostatnią osobą, która mogłaby tego uczyć innych. Dotyczy to oczywiście planowania życia i kariery, jakkolwiek ją rozumiemy, a zapewne dotyczy też stosunków międzyludzkich. Ostatnio w IR rozmawialiśmy o tym, jak negatywne konotacje ma w języku polskim wyraz kariera. No bo taki karierowicz na przykład to raczej niefajny gość. A jak ktoś już wybrał karierę, na przykład zamiast opiekowania się dziećmi, to już w ogóle fuj. W języku angielskim na przyk...

W poszukiwaniu utraconego zaangażowania - post prawie walentynkowy

Na dzisiaj post poważny, aż się boję go pisać, ale spróbuję. Bo mam odczucie, że tak naprawdę to jest esencja, klucz do wszystkiego. Pamiętacie jeszcze, jak to jest być tak mocno zakochanym? A może jesteście. A jak nie, wyobraźcie sobie. Niedługo Walentynki. Wybieracie prezent dla ukochanego lub ukochanej. Niech to będzie znowu ta nasza paczka. Niech ukochany czy ukochana mieszka na Florydzie, Syberii, Ulabunga, gdziekolwiek to jest. Nie, nie przyjedzie na Walentynki, wielbłąd się zepsuł, ale chcesz mu lub jej wysłać paczkę, coś specjalnego. Czujesz to drżenie? Podekscytowanie? Wybierasz starannie bokserki w serca, koronkową bieliznę, czekoladki z nadzieniem koniecznie kawowym, uwielbia przecież kawę, może nawet rysujesz odręcznie kartkę, a na niej życzenia (pisane najpierw na brudno!). Pudełeczko w róże / samochodziki, pięknym charakterem pisma wypisany adres. Wizyta na poczcie tak podniecająca prawie jak randka. Poszło. A teraz czekasz. Czy będzie się podobało? Jak zareaguje? ...

Kim jest Stary Zgred? Czyli bardzo ładne pdfy do planowania paczek do pobrania:-)

Człowiek czuje się miło, kiedy ktoś o nim napisze, to więcej niż zalajkować. A jeśli się kogoś zainspiruje, to już w ogóle :-) Znalazłam taki post: http://www.staryzgred.pl/metoda-paczek-darmowy-pdf/?fbclid=IwAR1euPUrOPLkyJ9hrhb1bBxyiTQQ-vPslm2SVDW2RmtZ6JQ95r_TDuUt3YM Od razu mnie zaciekawiło, kto to Stary Zgred, a to prawie mój rocznik w sumie! Myślę, że jak już zapuszczę brodę, to będę wyglądać podobnie. W każdym razie - polecam, tam jest do poprania taki fajny pdf do notatek, co do zrobienia i ile zajmie. A przecież ktoś, kto stosuje metodę paczek czy jakąś podobną, nie może żyć bez karteluszków i notatników. Mam trzy kalendarze, różne takie bloczki typu 'To do list' (ulubiona z Małą Mi już się kończy, a ona ma taki waleczny wyraz twarzy, że to naprawdę robi dobrze na mózg). No, ale czegoś tak ładnego jeszcze nie miałam! Pozdrowienia dla wszystkich Starych Zgredów, którzy jeszcze żyją (i pracują!)

Ile to zajmie?

Ile to zajmie? Przyśniło mi się, że to o tym teraz muszę napisać, więc piszę. A co mi się przyśniło? Albo przypomniało? Taka scena z przeszłości. Julcia, lat około 17, która maluje sobie oczy jedną ręką, a drugą usta. I mówi: Boże, mamo, sprawdź czy ciasto się nie przypala, bo coś śmierdzi. - Ciasto? - No, muszę zanieść na zbiórkę. A teraz jeszcze muszę zjeść, pojechać po stroje na Woronicza i do druha jeszcze potem… No a na próbie muszę być o 16. - Ale jest 14 – mówię. - To się nie zdąży? – podnosi na mnie jedno umalowane oko. Nie zdąży, za cholerę. Przecież sama podróż na Woronicza w dwie strony to dwie godziny. Jak w szkole Julcia zawsze miała specyficzne podejście do czasu, ale kto nie miał. Bo i kto miał nas tego nauczyć? Człowiek cokolwiek zaczynał z tego rozumieć po dwudziestce. Albo po trzydziestce. Albo nigdy. W szkole wszystko mieliśmy poukładane w lekcje. Było wiadomo, że jest siedem lekcji, każda po czterdzieści pięć minut. Potem było wiadomo, że robi s...

Dzień dobry! O metodzie "paczki" po raz pierwszy

Wiele osób, które spotykam, pyta mnie: Jak ty to robisz? Jak to jest w ogóle możliwe? To: czyli co? Pięć lat temu odeszłam z korporacji, założyłam jednoosobową firmę i zajęłam się tą samą działalnością, co wcześniej, ale z domu. Chciałam znaleźć więcej czasu na pisanie, mieć więcej wolności. Okazało się, że pracy jest nadal bardzo dużo, ale... I oprócz pracy bardzo dużo mi się udaje. Dwie-trzy książki rocznie. Poezja. Niezliczone wyjazdy na spotkania z młodzieżą. Wydana płyta, namalowane obrazy. Wnuczka. A firma nadal funkcjonuje. Mimo, że jestem sama, a jeszcze pomagam innym, udaje mi się utrzymać (i mój kredyt we franku). Oczywiście dla wielu ludzi to nie żaden sukces i nie po to, o tym piszę, żeby się chwalić. Często jestem w finansowym dołku, mieszkam bardzo skromnie, nie jeżdżę na wypasione wakacje. Ale udaje mi się robić całe mnóstwo rzeczy, które kocham. Przede wszystkim pisać. I - jeszcze - udaje mi się nie zwariować. A ponieważ przez kilka lat udało mi się wypracować filozofię...