Posts

Louis Vuitton i Konopnicka

Image
  W sklepie internetowym vitcac.com można kupić kabinówkę Lous Vuitton za niebagatelną sumę 12 200 PLN. Nie ma tu opcji ‘kup teraz’ – zamiast tego można kliknąć ‘umów się na spotkanie’. Zapewne zakup walizki musi być poprzedzony stosowną wizytą! Ale nie będę dziś pisać o tym, dlaczego ludzie kupują walizki za dwanaście koła, zamiast zdecydować się na taką za dwie stówy, a resztę forsy oddać potrzebującym. Będę pisała o Konopnickiej. Pojechaliśmy do dworku w Żarnowcu, bo byliśmy w Iwoniczu Zdroju, a to niedaleko. Od razu włączono nam "Rotę" (którą Piotruś wyłączył, gdy przewodniczka na chwilę wyszła). Byliśmy jedynymi gośćmi, więc mogliśmy do woli zadawać pytania i wszyscy mieli dla nas czas, nie tylko przewodniczka, ale i dyrektor muzeum. Wizyta przedłużyła się, ale nie tylko o tę dodatkową godzinę, czy dwie, które spędziliśmy na oglądaniu dworku i wystawy, ale i o to, co później, bo mnie, wcześniej dość niechętnie nastawionej do twórczości Konopnickiej, teraz jej postać...

Wielkie upodlenie albo katharsis

Image
                                                  (Ilustracja: prettysleepy1 , Pixabay)   Bardzo dużo w tym roku zastanawiałam się nad sensem świąt. Nie zrozumcie mnie źle – nie chcę obrażać niczyich uczuć religijnych ani tradycji. Sens świąt jako celebracja narodzin dzieciątka i więzi rodzinnych jest dla mnie oczywisty. Jednak gdy już w listopadzie słyszę o dzwoneczkach sań i czerwononosym reniferze, a od wydawcy, że ostatnim terminem na wydanie książki jest październik, bo potem to już tylko świąteczne, zaczynam myśleć, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Ja nawet lubię święta, ale… Dlaczego już na początku grudnia najchętniej bym wsiadła w pierwszy samolot do Bajabongo? Po pierwsze – monotematoza . Jako osobę o wielu zainteresowaniach, lubiącą zmiany, wciąż nowe bodźce i mieć wybór, która umiera, gdy ma jedną herbatę do picia czy jedną książkę do cz...

CHCENIE SIĘ

Image
  Nadchodzą święta, a mi się przypomniało, jak w zeszłym roku zadaliśmy sobie w rodzinie zadanie (w sumie to ja), żeby wszystkie podarki zrobić ręcznie. Malowałam na porcelanie, Piotr robił świece sojowe (też pomagałam), córka szyła kosmetyczki, razem z zięciem robili nalewki, druga córka piekła minipierniczki i upychała je w przyozdabianych farbką w motywy świąteczne szklanych puzdrach. Wszystko szło dobrze, dopóki nie okazało się, że wymalowanie jednej filiżanki czy dzbanka zajmuje pięć godzin (a osób do obdarowania jest kilkanaście), trzecia blacha pierniczków wchodzi do pieca o trzeciej w nocy, a jeszcze wymyśliłam, że dla Basiuni nie mogę przecież zrobić filiżanki, bo widzi mnie przy pracy, więc wymaluję jej zamiast tego potajemnie na drewnianej skrzynce bakterie i wirusy, każde z łacińską nazwą, więc i dla Piotra zrobię malowany pojemnik na chusteczki… Basia z kolei uparła się, żeby na wigilię dodatkowo zrobić pierogi, a świece tez nie były byle jakie, tylko na przykład trójw...

Czego nauczyła mnie Pina

Image
  Obraz  Dieu vath MAYOMA  z  Pixabay Obok „Piny” Wendersa, „Tańcząc Pinę” Floriana Heinzen-Zioba to drugi film o Pinie Bausch, jaki obejrzałam. Właściwie jest to film o dwóch grupach tancerzy – w Dreźnie i Senegalu – którzy ‘tańczą Pinę’, pracując nad dwiema jej choreografiami i próbując zrozumieć jej styl. Pina Bausch to na pewno jedna z najważniejszych choreografek tańca nowoczesnego. Zmarła w 2009 roku, lecz jest wciąż żywa, bo jej inspiruje innych nie tylko swoim tańcem, ale podejściem do życia i sztuki. Nie znam się dobrze na tańcu, ale Pina jest dla mnie wzorem, bo jestem absolutnie zachwycona jej myślą, filozofią. Film oglądam w kinie plenerowym Elektrowni Powiśle. Uwielbiamy te wtorkowe seanse – leżaki, darmowy popcorn i doskonały repertuar. Od zawsze kocham dokument – pozwala mi nie tylko dowiedzieć się czegoś o świecie, ale zawsze jest filtrem, okazją do przemyśleń. Taniec Piny to szukanie prawdy . „Nie interesuje mnie, jak ludzie się poruszają. Inte...

Ile jest cukru w cukrze

Image
  Tytuły muszą być intrygujące, bo w ten sposób zdobywamy czytelnika. Ale wpis wcale nie będzie o kulinariach, ani nawet o tym, że ostatnio wszystkiego we wszystkim jest mniej. Na przykład makaron Lubella nagle schudł do 400 gramów, czekolada Wedla do 80, i tak dalej. Downsizing to strategia, polegająca na odchudzaniu produktu, żeby móc zachować jego cenę. Ta strategia ostatnio została ulepszona i nie tylko zmienia się waga, ale i cena, bo Polak potrafi nawet strategie zgniłego Zachodu dopasować do swoich potrzeb. Przynajmniej nie wracamy już do domu z siatami, tylko z siateczkami, a portfelik już nie wypycha nam kieszeni. Ale nie o tym. Każdy, kto zmaga się z pracą w domu dobrze wie, że często zakładaliśmy, że zrobimy znacznie więcej, niż finalnie się udało. Zakładałam na przykład, że skoro przetłumaczenie strony powieści zajmuje mi około pół godziny, to przez cały dzień roboczy spokojnie przetłumaczę szesnaście stron. I zupełnie nie rozumiałam, czemu udaje mi się przetłumaczyć ...

Dzień Babci i Dziadka

Image
  Dobrze, że święta przedłużają się, wypełniając w ten sposób pustkę i szarość, a pisać to można szczególnie w styczniu, gdy za oknem jest jak jest. W pokoju, choć nieco przyschła, nadal stoi choinka, a świecące ledowo reniferki rozjaśniają ciemności miasta. A jeśli ktoś już choinkę zwinął, a reniferków nie ogląda, bo nie wychodzi bez potrzeby z domu w to zimno, dostał w prezencie Dzień Babci i Dziadka. Dla mnie zaczął się już w zeszłym tygodniu, w czwartek, bo prowadziłam wtedy warsztaty międzypokoleniowe w Terminalu Gocław, które nazwałam „Babcia i dziadek też mają marzenia”. Chciałam, żeby dzieci przeprowadziły ze swoimi dziadkami i babciami wywiady o ich marzeniach, a potem przygotowały dla nich ‘kuferki marzeń’ z odpowiednimi rysunkami. Wyszło wzruszająco i pięknie i mam nadzieję, że dzięki temu dzieci poczuły, że ich dziadkowie i babcie nie są tylko ramionami do przytulania, rękami do robienia placków i kimś kto bez zmrużenia oka będzie oglądał jak tańczą i śpiewają, albo roz...

Pean kawiarniany

Image
  Pean kawiarniany   17 września   Często piszę w kawiarniach. Są może nie moim drugim domem, ale na pewno moim biurem. Wychodzenie z domu jest ważne i to nie tylko dlatego, że w mieszkaniu naprzeciwko trwa remont łazienki, poniedziałek zawsze zaczyna się od przyjazdu śmieciarki, a z działek od rana dobywa się dziwne buczenie, jakby jakiś wielki odkurzacz wciągał pierwsze jesienne liście. Od lat pisałam w Krawcu na Siennickiej i mam ogromny sentyment do tego miejsca, bo jest przede wszystkim przytulne i swojskie. Uwielbiam ten duży stół pod oknem, gdzie można rozłożyć nie tylko laptopa, ale wszystkie papiery, i świetnie mieści się duża latte oraz – koniecznie – drożdżówka, z której Krawiec słynie. Ostatnio Kamionek doczekał się nowej kawiarni: to Waszyngton, do którego mogę iść w kapciach. Właściciel ten sam (i drożdżówki), ale wystrój i klimat zupełnie inny. Kawiarnia nie jest taka przytulaśna, ale jej zaletą jest ogródek, gdzie można pracować, kiedy jest ciepł...