Posts

Pandemicznie vol.1. Maj.

Image
Pandemicznie – vol.1. Maj.  Ostatnio tak sobie piszę różne rzeczy mniej lub bardziej błahe i wstawiam na fejsa. Zebrałam je tutaj, żeby nie uciekły. 5 maja I co? Ruszyliście do galerii handlowych? Jestem bardzo ciekawa. Łażąc wczoraj do parku pomyślałam, że to jest jedna z tych rzeczy, których absolutnie mi nie brakuje. Nie dość, że chodzę teraz głównie w dresie, bo nie muszę się stroić na spotkania autorskie ani wernisaże, a jeśli mam jakąś rozmowę online, to zakładam tylko ładną górę, a mam tych ‘gór’ i tak wystarczająco dużo, to akurat kupowanie ubrań w tej sytuacji wydaje się jakieś błahe. Powiedziałam wczoraj do mojej piętnastolatki: ‘Może wreszcie będziesz mogła kupić sobie nowy stanik”. Stare wydarte, a ten z Lidl online okazał się nawet na mnie przyduży. „Absolutnie nie idę do żadnego sklepu” - powiedziała. Zdaje się, że jeśli myśleliśmy, że teraz nastolatki będą znów gromadzić się w „Złotych Tarasach”, mogliśmy nie mieć racji. Co do spotkań online, moja p...

Sprzedaj kozę

Image
Dobry wieczór wszystkim. Dobry wieczór w tym dziwnym świecie. Świecie jak z tej ilustracji, która ma tytuł "Lizbona". Chciałam wam coś tutaj zacytować. Urywek wpisu sprzed roku. Może pamiętacie tę historię, jak wracałam autokarem z Ukrainy, z Iwano-Frankowska, gdzie miałam kilka spotkań autorskich z młodzieżą, i czekałam na granicy dwanaście godzin? Horror. Szczególnie, że do autokaru wsiadłam późnym wieczorem i, owszem, zjadłam kolację, ale niezbyt ciężką, ale już nic do jedzenia nie wzięłam, bo miałam iść spać i obudzić się w Warszawie. Miałam butelkę wody i chyba ze trzy złote, wydałam na toaletę na granicy, na kawę już nie starczyło, a automat nie przyjmował karty. Obcy ludzie na szczęście pomogli. Ale nie opowiadałam tego wtedy, żeby się nad sobą użalać. Przeciwnie. Ta podróż, trwająca nie trzynaście, a dwadzieścia cztery godziny, czegoś mnie nauczyła. I tu będzie cytat: Jest maj, spotkań autorskich od groma, ale po raz pierwszy podróże w ogóle mni...

No waste. Nie marnuj życia.

Image
No waste. Nie marnuj życia. To miał być zupełnie inny wpis. Kiedyś. Zbierałam się od stycznia, żeby napisać na temat życia zgodnego z ideologią no waste . Zaczęło się od tego, że bardzo świadomie zapragnęłam przestać marnować resztki jedzenia. Przez miesiąc udało mi się nie wyrzucić ani kawałka chleba. Resztek zupy, garstek makaronu z sosem, które nazywałam ‘zupą ostatniej szansy’, albo ‘makaronem desperata’. I zjadałam, kiedy nie było czasu przyrządzić nic lepszego. Trochę ze względów etycznych. A trochę dlatego, że oszczędności topniały. Ponieważ od września żyłam tylko z pisania i ze spotkań autorskich, w styczniu i lutym musiałam zacisnąć pasa. I czekać na turę spotkań wiosennych. Było ich zaplanowanych tyle, że miałam się odkuć finansowo i dalej żyć w tej mojej szczęśliwej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której mogę pisać . Kiedy przestałam wyrzucać, zastanowiłam się też, czego jeszcze mogłabym nie marnować. Zaczęłam częściej malować w pracowni. Zaczęłam czę...

Do nieba, do piekła

Image
Do nieba, do piekła czyli (tak zwane) mocne i słabe strony Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła. Carl Gustaw Jung Bardzo lubię ten cytat, użyłam go nawet jako motto w jednej z moich książek. Tam chodziło mi   o to, że wielkie szczęście często ma źródło w wielkim nieszczęściu, albo (i) o to, jak działa na nas nasza własna historia osobista i rodzinna. Teraz – bo nie chce mi ten cytat wyjść z głowy – zaczynam rozumieć go jeszcze inaczej. I pragnę go użyć w   odniesieniu do tego o czym często mówią różne poradniki psychologiczne i motywacyjne. Wciąż jesteśmy zachęcani do odnalezienia w sobie naszych mocnych stron. Bo przecież każdy je na pewno ma, tylko nie potrafi odszukać. Po ich odnalezieniu należy je wspierać. A te słabe strony oczywiście rugować. Weźmy, powiedzmy, pewną panią, nazwijmy ją Marlena, bo czemu nie. Marlena jest, powiedzmy, nauczycielką przyrody. Lubi i zwierzęta i dzieci, wrażliwa jest ...

Perspektywy

Perspektywy Już bardzo, bardzo długo zbierałam się, żeby napisać o perspektywie, a może raczej perspektywach. A zainspirowała mnie do tego moja podróż do Iwano-Frankowska, gdzie miałam spotkania autorskie na festiwalu literackim. Proponowano mi samolot – z przesiadką w Kijowie. Albo samolot do Lwowa, a potem pociąg. Ale ja, jak to zwykle, musiałam mieć lepszy pomysł. Przecież jest bezpośredni autobus z Warszawy! Zaledwie 13 godzin, nocą, a w nocy potrafię spać w każdym miejscu, nawet w autobusie. W tamtą stronę wszystko poszło gładko, opóźnienie – zaledwie godzina. Za to powrót… Nie przyszło mi do głowy, że koniec majowego weekendu może być trudny. Dwunasta w nocy, leje, światła, chyba jesteśmy przed granicą. Autokar staje, kierowca mówi, że ‘można zakurić’, jakoś tak dziwnie daleko od tej granicy stoimy, a przed nami dziwnie dużo innych autokarów. Siedzę z wielkim Ukraińcem, innych miejsc nie było, napakowani jesteśmy jak śledzie w puszce. „Jak pan myśli, ile to może potrwać...

Dlaczego nikt dziś nie lubi ludzi Renesansu?

Dlaczego nikt dziś nie lubi ludzi Renesansu? Zawsze w Pearsonie, mojej pracy-matce, śmieliśmy się, że cała nasza wiedza pochodzi z podręczników, które redagujemy. Ewentualnie jeszcze z Wyborczej. Dużo w tym prawdy i to jest oczywiście ta wartość dodana, bo jak człowiek zajmuje się podręcznikami to chce czy nie chce czyta teksty o różnych rzeczach i jest to w dużej mierze inspirujące. I tak wczoraj, redagując jeden z nowych rozdziałów podręcznika do liceum, natknęłam się na rzecz niezwykle inspirującą, a mianowicie fragment książki Emilie Wapnick „How to be Everything” (w dosłownym tłumaczeniu: „Jak być wszystkim”). Potem obejrzałam jeszcze jej mowę na Ted Talk i to było dla mnie objawienie, coś, czego przez lata nikt mi nie powiedział, więc dzielę się tym z Wami. Emilie wychodzi od swojej własnej historii. Kiedy ktoś pytał ją o zainteresowania, miała problem i wcale nie dlatego, że tych zainteresowań nie miała, ale dlatego, że miała ich zbyt dużo. Lubiła matmę, sztukę, robił...

Ośmiornica czy rekin?

Ośmiornica czy rekin? Po ostatnim poście, z którego można było wysnuć prosty wniosek: „Spiesz się, drugiego życia nie będzie”, kilka osób powiedziało mi, że to wszystko nie jest takie proste, bo gdyby było, dawno by to zrobili, co naprawdę chcą zrobić, a nie wahali się w nieskończoność. Brakuje sprzyjających warunków, wszędzie kłody pod nogi, nie ma jak w ogóle ruszyć z miejsca. Decyzja wydaje się po prostu zbyt trudna. Pewnie. Gdyby to było proste, wszyscy by to robili, a tylko nieliczni decydują się na zwrot o 180 stopni i zmieniają swoje życie. Nagły zwrot przeraża, to po pierwsze. Rzucenie wszystkiego i postawienie na jedną kartę wydaje się po prostu zbyt drastyczne, szczególnie, że musimy coś jeść, gdzieś spać, i to raczej pod zadaszeniem. Wymaga to też jakiejś jednak pewności siebie, choć muszę powiedzieć, że strategia, którą na potrzeby tego postu nazwałam strategią rekina , ma swoje plusy. Koncentracja na celu często się opłaca. Oglądam film, na którym rekin, upatrzywszy...