Posts

Perspektywy

Perspektywy Już bardzo, bardzo długo zbierałam się, żeby napisać o perspektywie, a może raczej perspektywach. A zainspirowała mnie do tego moja podróż do Iwano-Frankowska, gdzie miałam spotkania autorskie na festiwalu literackim. Proponowano mi samolot – z przesiadką w Kijowie. Albo samolot do Lwowa, a potem pociąg. Ale ja, jak to zwykle, musiałam mieć lepszy pomysł. Przecież jest bezpośredni autobus z Warszawy! Zaledwie 13 godzin, nocą, a w nocy potrafię spać w każdym miejscu, nawet w autobusie. W tamtą stronę wszystko poszło gładko, opóźnienie – zaledwie godzina. Za to powrót… Nie przyszło mi do głowy, że koniec majowego weekendu może być trudny. Dwunasta w nocy, leje, światła, chyba jesteśmy przed granicą. Autokar staje, kierowca mówi, że ‘można zakurić’, jakoś tak dziwnie daleko od tej granicy stoimy, a przed nami dziwnie dużo innych autokarów. Siedzę z wielkim Ukraińcem, innych miejsc nie było, napakowani jesteśmy jak śledzie w puszce. „Jak pan myśli, ile to może potrwać...

Dlaczego nikt dziś nie lubi ludzi Renesansu?

Dlaczego nikt dziś nie lubi ludzi Renesansu? Zawsze w Pearsonie, mojej pracy-matce, śmieliśmy się, że cała nasza wiedza pochodzi z podręczników, które redagujemy. Ewentualnie jeszcze z Wyborczej. Dużo w tym prawdy i to jest oczywiście ta wartość dodana, bo jak człowiek zajmuje się podręcznikami to chce czy nie chce czyta teksty o różnych rzeczach i jest to w dużej mierze inspirujące. I tak wczoraj, redagując jeden z nowych rozdziałów podręcznika do liceum, natknęłam się na rzecz niezwykle inspirującą, a mianowicie fragment książki Emilie Wapnick „How to be Everything” (w dosłownym tłumaczeniu: „Jak być wszystkim”). Potem obejrzałam jeszcze jej mowę na Ted Talk i to było dla mnie objawienie, coś, czego przez lata nikt mi nie powiedział, więc dzielę się tym z Wami. Emilie wychodzi od swojej własnej historii. Kiedy ktoś pytał ją o zainteresowania, miała problem i wcale nie dlatego, że tych zainteresowań nie miała, ale dlatego, że miała ich zbyt dużo. Lubiła matmę, sztukę, robił...

Ośmiornica czy rekin?

Ośmiornica czy rekin? Po ostatnim poście, z którego można było wysnuć prosty wniosek: „Spiesz się, drugiego życia nie będzie”, kilka osób powiedziało mi, że to wszystko nie jest takie proste, bo gdyby było, dawno by to zrobili, co naprawdę chcą zrobić, a nie wahali się w nieskończoność. Brakuje sprzyjających warunków, wszędzie kłody pod nogi, nie ma jak w ogóle ruszyć z miejsca. Decyzja wydaje się po prostu zbyt trudna. Pewnie. Gdyby to było proste, wszyscy by to robili, a tylko nieliczni decydują się na zwrot o 180 stopni i zmieniają swoje życie. Nagły zwrot przeraża, to po pierwsze. Rzucenie wszystkiego i postawienie na jedną kartę wydaje się po prostu zbyt drastyczne, szczególnie, że musimy coś jeść, gdzieś spać, i to raczej pod zadaszeniem. Wymaga to też jakiejś jednak pewności siebie, choć muszę powiedzieć, że strategia, którą na potrzeby tego postu nazwałam strategią rekina , ma swoje plusy. Koncentracja na celu często się opłaca. Oglądam film, na którym rekin, upatrzywszy...

Syndrom krótkich wakacji

Syndrom krótkich wakacji Tygodniowe wakacje na jednej z greckich wysp. Znacie to. Pierwszy dzień właściwie się nie liczy, człowiek umordowany, bo i lot był opóźniony, i transfer zajął więcej czasu niż miał, i w pokoju brakowało jednego łóżka, i okazało się, że brak bankomatu, a więc i gotówki skutecznie wstrzymał dopływ wina do kolacji. Pierwszy dzień się nie liczył. Drugi też nie, bo trzeba było obczaić, gdzie na plażę lepiej, gdzie gorzej, zająć leżak na basenie, wypróbować okoliczne bary. Właściwie nikt jeszcze nie odpoczął. A jeśli co pewien czas jakieś dziecko prosiło: chodźmy na lody! chodźmy na trampolinę! kupmy dinozaura do pływania!, to się mówiło: nie dzisiaj, jutro. Jutro pojedziemy, kupimy, zrobimy, przecież rozkręcamy się dopiero, a ty byś chciała wszystko od razu. Ktoś nieśmiało proponował, żeby może pojechać gdzieś, coś zobaczyć, ale mówiliśmy, że może nie dzisiaj, tak i dzisiaj i przez następne trzy dni. Potem próbowaliśmy, ale nie zawsze się nam chciało, w końcu ...

Ile to będzie kosztowało?

Dyskutowałam wczoraj żarliwie w pracowni z Jurkiem Dołżykiem, który podobnie jak ja ma całe mnóstwo różnych zainteresowań, między innymi maluje i tańczy tango, o pojęciu ceny, jaką za różne rzeczy musimy zapłacić. Co prawda w wielu aspektach nie zgadzaliśmy się zupełnie, ale pojęcie ceny wydało mi się ciekawe, na tyle ciekawe, żeby je poruszyć na tym blogu.   Oczywiście nie chodzi mi o to, żebyśmy oszczędzali, czy coś takiego, o tym jest mnóstwo innych blogów, niektóre nawet czytam, choć oszczędzać na razie się nie nauczyłam i jestem ostatnią osobą, która mogłaby tego uczyć innych. Dotyczy to oczywiście planowania życia i kariery, jakkolwiek ją rozumiemy, a zapewne dotyczy też stosunków międzyludzkich. Ostatnio w IR rozmawialiśmy o tym, jak negatywne konotacje ma w języku polskim wyraz kariera. No bo taki karierowicz na przykład to raczej niefajny gość. A jak ktoś już wybrał karierę, na przykład zamiast opiekowania się dziećmi, to już w ogóle fuj. W języku angielskim na przyk...

W poszukiwaniu utraconego zaangażowania - post prawie walentynkowy

Na dzisiaj post poważny, aż się boję go pisać, ale spróbuję. Bo mam odczucie, że tak naprawdę to jest esencja, klucz do wszystkiego. Pamiętacie jeszcze, jak to jest być tak mocno zakochanym? A może jesteście. A jak nie, wyobraźcie sobie. Niedługo Walentynki. Wybieracie prezent dla ukochanego lub ukochanej. Niech to będzie znowu ta nasza paczka. Niech ukochany czy ukochana mieszka na Florydzie, Syberii, Ulabunga, gdziekolwiek to jest. Nie, nie przyjedzie na Walentynki, wielbłąd się zepsuł, ale chcesz mu lub jej wysłać paczkę, coś specjalnego. Czujesz to drżenie? Podekscytowanie? Wybierasz starannie bokserki w serca, koronkową bieliznę, czekoladki z nadzieniem koniecznie kawowym, uwielbia przecież kawę, może nawet rysujesz odręcznie kartkę, a na niej życzenia (pisane najpierw na brudno!). Pudełeczko w róże / samochodziki, pięknym charakterem pisma wypisany adres. Wizyta na poczcie tak podniecająca prawie jak randka. Poszło. A teraz czekasz. Czy będzie się podobało? Jak zareaguje? ...

Kim jest Stary Zgred? Czyli bardzo ładne pdfy do planowania paczek do pobrania:-)

Człowiek czuje się miło, kiedy ktoś o nim napisze, to więcej niż zalajkować. A jeśli się kogoś zainspiruje, to już w ogóle :-) Znalazłam taki post: http://www.staryzgred.pl/metoda-paczek-darmowy-pdf/?fbclid=IwAR1euPUrOPLkyJ9hrhb1bBxyiTQQ-vPslm2SVDW2RmtZ6JQ95r_TDuUt3YM Od razu mnie zaciekawiło, kto to Stary Zgred, a to prawie mój rocznik w sumie! Myślę, że jak już zapuszczę brodę, to będę wyglądać podobnie. W każdym razie - polecam, tam jest do poprania taki fajny pdf do notatek, co do zrobienia i ile zajmie. A przecież ktoś, kto stosuje metodę paczek czy jakąś podobną, nie może żyć bez karteluszków i notatników. Mam trzy kalendarze, różne takie bloczki typu 'To do list' (ulubiona z Małą Mi już się kończy, a ona ma taki waleczny wyraz twarzy, że to naprawdę robi dobrze na mózg). No, ale czegoś tak ładnego jeszcze nie miałam! Pozdrowienia dla wszystkich Starych Zgredów, którzy jeszcze żyją (i pracują!)